| < Luty 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Zakładki:
...
Mój świat
Społeczeństwo
Ulubione dźwięki
Wiara
Zaglądam...
Kategorie: Wszystkie | próby dziennikarskie
RSS
czwartek, 04 lutego 2010

Przed paroma dniami Watykan potwierdził, że papież Benedykt XVI we wrześniu br. odwiedzi Wielką Brytanię. W europejskiej prasie nie brak dziś komentarzy dotyczących poniedziałkowego przemówienia papieża do biskupów Anglii i Walii. W poniższej notce skupię się na notce z dzisiejszej "Rzeczpospolitej" i z niemieckiego "Die Welt" (wydanie intenetowe).

I tak, "Rz" pisze o wściekłości Brytyjczyków, spowodowanej wypowiedzią Benedykta XVI. Chodzi o apel do środowisk katolickich na Wyspach, by te aktywnie włączyły się w debatę na temat ustawy o równości. Papież użył słów "misyjny zapał", na określenie metody prowadzenia publicznego dyskursu. Według relacji w "Rz", oburzone są media i środowiska lewicowe, które już zapowiedziały protesty przeciwko Watykanowi. Kością niezgody jest coraz bardziej liberalne prawo, które zakazywałoby dyskryminacji kandydatów do pracy (także w instytucjach parafialnych czy kościelnych) m.in. ze względu na orientację seksualną. Słowem, katolicy nie mieliby prawa odrzucać osób o skłonnościach seksualnych, gdyby te starały się o jakąkolwiek pracę, nawet w katolickiej instytucji. Ustawa antydyskryminacyjna dałaby takim osobom szeroki wachlarz możliwości i stanowiłaby solidną ochronę. 

W "Die Welt" Thomas Kielinger opisuje ten problem z jeszcze innej strony. Podkreśla, że wrześniowa pielgrzymka będzie pierwszą od 28 lat wizytą głowy Kościoła katolickiego na Wyspach (poprzednia miała miejsce w 1982 r.). Przez ten czas zaszły spore zmiany w mentalności Brytyjczyków; dzisiaj określa się ją mianem mentalnosci "Anything goes". Jej cechą charakterystyczną jest przekonanie, że należy bez wyjątku akceptować wszelkie sposoby myślenia, działania czy odczuwania świata. Nad tym wszystkim górują idee świeckości i libertynizmu, które zasadzają się na równości i tolerancji. Co więcej, sondaże opinii publicznej w Anglii wskazują, że Brytyjczycy nie tylko wykazują głęboko posuniętą tolerancję (i jej wzrost) wobec osób o orientacji homoseksualnej, ale że stała się ona istotnym składnikiem ich nowoczesnej, brytyjskiej mentalności. Mieszkańcy Wysp traktują obecność osób o skłonnościach homoseksualnych w społeczeństwie, ich potrzeby i dążenia jako coś normalnego, co nie powinno być dyskutowane. Taki jest już po prostu ten świat, w którym żyją.

"Die Welt" pisze w ciekawy sposób o Papieżu, cytuję: "mówi on łagodnie, ale dobitnie i klarownie". W tekście pojawia się też zdanie, że zachowanie Papieża "nie przysporzy mu na Wyspach przyjaciół, co jednak zdaje się go w ogóle nie ruszać". Zarazem trzeba stwierdzić, że papież wprowadza do brytyjskiego dyskursu publicznego pytania, które mają sens, jeśli spojrzy się na nie z punktu widzenia katolickiej wiary i moralności. Wg. "Die Welt", papież dodaje tamtejszym katolikom odwagi, by sprzeciwiali się zdecydowanie złemu prawu. Jednak robi to bez konsultowania się z doradcami, którzy mogliby mu co nieco podpowiedzieć nt. angielskiej wrażliwości czy mentalności. W zakończeniu artykuły znajduje się z kolei kontatacja, iż moralność to dla dzisiejszych Brytyjczyków tyle, co tolerancja. Innego wymiaru moralności już nie znają.

To tyle, jeśli chodzi o prasę. Chyba komentarz będzie zbędny...

10:24, kefas84
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 lutego 2010

Przeczytałem dzisiaj w prasie dwie informacje, które setnie mnie rozbawiły.

Pierwsza z nich dotyczy faktu zatrudnienia przez dyrekcję radiowej Trójki (notabene - mojej ulubionej stacji) dziennikarza związanego - jak relacjonuje Wyborcza - z Radiem Maryja i Naszym Dziennikiem. Redaktora "GW" najwyraźniej zaistniały fakt zbulwersował do granic niemożlwości, skoro zdecydował się napisać na ten temat w ogólnopolskim dzienniku! Czyni to za pomocą następujących słów: "Nowy dyrektor III programu Polskiego Radia Jacek Sobala przyjął do pracy na etat "komentatora" (czyli z najwyższą pensją dla dziennikarza) Wojciecha Reszczyńskiego. Nie wiadomo jeszcze, co współpracownik "Naszego Dziennika" i "Radia Maryja" będzie robił w "Trójce". Chce się powiedzieć - jak to, co będzie robił? Będzie ukrytym agentem o. Rydzyka, dokona sabotażu w wewnętrznych strukturach "Trójki" i będzie głosił antysemickie (=radiomaryjne) poglądy! A tak serio mówiąc - straszne rzeczy się dzieją wokół nas. Śmiem podejrzewać, że rzeczony dziennikarz z Torunia otrzymał już na wejściu etykietkę "oszołoma od Rydzyka", a to jest chyba jednoznaczne z posiadaniem kiepskich kwalifikacji i kompetencji dziennikarskich... Aż ciśnie się na usta pytanie - dlaczego "GW" nagłaśnia sprawę zatrudnienia konserwatywnego, jak mniemam, pracownika w polskim radiu? Czy gdyby pracę dostał ktoś ze środowiska "Krytyki Politycznej", to co? To jest lepszym dziennikarzem? Czyżby w dzisiejszej Polsce o poziomie kompetencji pracownika, a może i o wartości osoby jako takej, decyduje jego (jej) światopogląd? Żeby tylko on... Może sam fakt napisania czegokolwiek do nieprawomyślnego medium ("Nasz Dziennik") dyskwalifikuje dzisiaj publicystę na starcie? Kto publikuje w "Krytyce", ten jest od razu lepszym... człowiekiem? Efekt "aureoli" czy jak?

Drugi przypadek dotyczy odkrycia nowych dokumentów dotyczących postawy Piusa XII wobec Żydów w czasie II wojny światowej. Uśmiałem się, gdy przeczytałem nagłówki z dwóch dzisiejszych tytułów. W "Gazecie Wyborczej" mamy taki tekst: "Nowe relacje przeciw Piusowi XII", z kolei w "Dzienniku Polskim" widnieje następujący: "Dokumenty świadczą na korzyść Piusa XII". Cóż...:) I bądź tu Polaku mądry i pisz wiersze:) Powiem tak - staram się mieć wyważony stosunek w tym całym dyskursie na temat Papieża czasów wojny, ale czasami - być może niesłusznie - ciśnie się na usta pytanie. A nawet niejedno... Komu zależy na podgrzewaniu atmosfery wobec przyszłego kandydata na ołtarze? Dlaczego ta postać budzi takie kontrowersje? Skąd bierze się wśród naszych braci Żydów jakaś taka niechęć do katolickiego hierarchy? Czy teraz każdy pojawiający się dokument będzie medialną sensacją, ogłaszaną w świetle kamer? O co w tym wszystkim chodzi?

14:10, kefas84
Link Komentarze (2) »
niedziela, 17 stycznia 2010

Dziś w Kościele katolickim obchodzony jest Dzień Judaizmu. Ta okoliczność skłoniła mnie do napisania paru zdań osobistej refleksji.
Przede wszystkim chciałbym napisać, że bardzo podoba mi się to, w jaki sposób dzisiaj w Polsce prowadzi się publiczną debatę na temat Żydów i religii mojżeszowej. Moim zdaniem, ostatnie dwudziestolecie przyniosło bardzo korzystną odmianę w tej kwestii. O naszych starszych braciach w wierze mówi się dzisiaj często i przy wielu okazjach. Wydaje mi się, że udało nam się znaleźć taki język mówienia o tych wszystkich trudnych sprawach, który powoduje wzajemne zbliżenie. Tak - chcę powiedzieć dziś bardzo wyraźnie, że w moim odczuciu stosunki polsko-żydowskie naprawdę układają się całkiem dobrze! Ktoś zapyta - cóż to znaczy? Odpowiem na to pytanie i sobie, i potencjalnym adwersarzom, w kilku punktach.

Po pierwsze, jako naród robimy dziś bardzo wiele dla zachowania pamięci o Żydach, tworzących przez wieki naszą państwowość, kulturę, zwyczaje. To nie są jakieś odosobnione przypadki - na przypominanie o wyznawcach Mojżesza stawiają polskie miasta, chciałbym tu przede wszystkim napisać o moim mieście, Łodzi, w którym od ponad 5 lat dla Żydów zrobiono naprawdę mnóstwo! Wyliczanka? Proszę uprzejmie - pomnik Radegast, Park Ocalałych, Pomnik Polaków ratujących Żydów w czasie II wojny światowej, robione z rozmachem obchody likwidacji getta łódzkiego, ławeczka im. Jana Karskiego, masa publikacji różnego rodzaju... Mało? Spójrzmy na to, co się dzieje we Wrocławiu (dzielnica czterech religii), Krakowie (Kazimierz, festiwale kultury żydowskiej) czy Warszawie (budowa Muzeum Historii Żydów Polskich). Nie zapominajmy także o wschodnich rejonach Polski, takich jak Lublin, Tarnów, Rzeszów... Także tam czynione są starania, by żydowskie dziedzictwo jak najlepiej i na jak najdłużej ocalić od zapomnienia.

Po drugie, czego by nie mówić o publicystyce Grossa, to zarówno "Sąsiedzi...", jak i "Strach" przyczyniły się do wzmożenia debaty na temat trudnych relacji polsko-żydowskich w najnowszej historii. To właśnie te książki, jakkolwiek kontrowersyjne i mogące budzić zapewne słuszny sprzeciw wielu środowisk, spowodowały, że zaczęliśmy myśleć o naszych własnych, polskich przewinieniach jakby z większą pokorą i dystansem. Co bym jednak chciał też tutaj podkreślić to to, że w mojej ocenie publicystyka Grossa nie wpłynęła jakoś szczególnie mocno na nadmierne poczucie winy w społeczeństwie polskim. Chodzi mi o to, że Gross pojawił się z hukiem gdzieś w środowiskach akademickich na jednej czy drugiej debacie, z reguły przy udziale "Wyborczej", ale od dawna wiemy, że intelektualiści żyją w jakiejś hermetycznej puszce, nierzadko odizolowani od społeczeństwa i jego problemów...

Po trzecie, słowa uznania należą się zapaleńcom z IPN-u, którzy choć nie mają najlepszego PR-u w społeczeństwie, to jednak mozolnie wykonują swoją pracę, która moim zdaniem będzie doceniona dopiero z dalszej perspektywy czasowej. Mam tu na myśli przede wszystkim kampanię społeczną "Życie za życie", która ukazuje Polaków ratujących Żydów w czasie II wojny światowej. To są wszystko bardzo cenne działania, które powinno się promować.

Po czwarte, wedle mojej wiedzy także Kościół katolicki (sic!) zrobił ostatnio bardzo wiele dla zbliżenia pomiędzy katolikami a Żydami. Świadczą o tym choćby dzisiejszy Dzień Judaizmu, przygotowywany bardzo solidnie i rzeczowo, ale także np. kwestia starań o beatyfikacji rodziny Ulmów czy Kowalskich (nie jestem pewien co do drugiej rodziny).

Reasumując - chyba każdy odczuwa pewien trend, istniejący od jakiś 5-6 lat w Polsce, który według mnie jest bardzo pozytywny i wart kontynuacji. Do ideału oczywiście nam daleko, ale cieszmy się tym, że mamy dziś do czynienia w Polsce z pozytywnym myśleniem o Żydach, może nawet o pewnej modzie na judaizm, zwłaszcza wśród młodych ludzi z większych miast. OK - nie jest to może zjawisko masowe, ktoś mógłby powiedzieć - przecież młodzi lewicowcy czy też socjaliści do judaizmu mają stosunek w najlepszym wypadku ambiwalentny; ale wydaje mi się (choć mogę się mylić), że akurat w ich przypadku chodzi o niechęć do państwa Izrael i jego polityków (vide konflikt izraelsko-palestyński), a pośrednio i do USA, ale nie o niechęć wobec wyznawców judaizmu.
Dlatego cieszmy się dzisiaj z tego wszystkiego, co mamy, wspominajmy z nostalgią czasy, gdy Żydzi byli naszymi sąsiadami, czytajmy o ich zwyczajach, poznawajmy ich pieśni i jedzmy ich potrawy, bo to naprawdę wspaniała i przebogata kultura. I naprawdę nie ma tu znaczenia fakt, czy Żydzi zarabiają na Holokauście (i ile), czy są przewrażliwieni (vide kwestia beatyfikacji Piusa XII) itd... Oddzielajmy wreszcie historię na poziomie makro od historii na poziomie mikro! Także tego uczył nas Jan Paweł II.

13:45, kefas84
Link Komentarze (1) »
czwartek, 14 stycznia 2010
Czuję jakąś niepohamowaną chęć działania w dobrej sprawie. Ostatnie dni, spędzone w domu z powodu choroby, spędzam głównie na przeglądaniu świeżej prasy i śledzeniu programów informacyjnych w telewizji. I tak sobie pomyślałem, że... podziwiam środowisko "Krytyki Politycznej". Oczywiście, nie podziwiam go za poglądy, bo mam je zupełnie inne, ale imponuje mi ich zorganizowanie i profesjonalizm działania. Mają środki finansowe (bo potrafią je zdobyć, różnymi drogami i sposobami), ale też mają to coś, co nazywa się w języku biznesowym "know-how", czyli po prostu wiedzą, jak się robi opiniotwórcze środowisko intelektualne na miarę XXI wieku. Chyba już na każdym większym polskim uniwersytecie znajdują się zwolennicy "KP", wpatrzeni w Sławomira Sierakowskiego jak w guru, mniej lub bardziej zaangażowani w tworzenie lokalnych struktur "KP" (w Łodzi jest to Centrum Społeczne) i propagowanie idei typowych dla tego środowiska. Gdzieś tam wokół "krytyków" znajdziemy też ludzi powiązanych z ruchami feministycznymi, ekologicznymi czy homoseksualnymi. Nie brakuje ludzi z tzw. NGO-sów, czyli organizacji pozarządowych wszelkiej maści. To tzw. "nowa lewica" w pełnej krasie.

Te parę słów o środowisku nowej lewicy wrzuciłem na swojego bloga po to, żeby zadać sobie parę pytań o to, czy np. ludzie o skrajnie innym światopoglądzie mogliby mieć (nie wiem, może mają?) wpływ na polskie życie publiczne? Chodzi mi tu o całą rzeszę ludzi, organizacji, stowarzyszeń, wspólnot, instytutów, fundacji powiązanych mocniej albo słabiej z Kościołem katolickim (i szerzej - chrześcijaństwem). Nie, nie mam tu na myśli partii politycznych... Wracając do myśli przewodniej - to nie jest tak, że nas, konserwatystów różnych odcieni i opcji, nie ma w dyskursie publicznym. Są: Instytut Tertio Millenio, Centrum Myśli Jana Pawła II, Muzem Powstania Warszawskiego, Europejskie Centrum Solidarności, Teologia Polityczna, Fundacja św. Mikołaja, Klub Jagielloński, Ośrodek Myśli Politycznej, Narodowe Centum Kultury, Ruch Światło-Życie, Neokatechumenat, Odnowa w Duchu Świętym, SKMA, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Opus Dei i wiele, wiele innych środowisk. Medialnie także nie jest źle: coraz więcej fanów ma "Gość Niedzielny", "Fronda", religia.tv... Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że jednak przegrywamy! Czego nam brakuje? Funduszy? Dobrej organizacji? Ludzi? Mediów? Jeśli chodzi o ofertę programową, to moim zdaniem bijemy "nową lewicę" na głowę, o czym już niejednokrotnie zdążyliśmy się przekonać. W czym więc tkwi problem? Dlaczego nikt nas jeszcze nie nazwał "nową prawicą"? A może to określenie jest niewłaściwe?
12:39, kefas84
Link Komentarze (2) »
środa, 13 stycznia 2010

Nowy Rok zaczął się zaledwie 13 dni temu, a tu już tyle się zdążyło wydarzyć na świecie, w Polsce, w Łodzi! A wiele wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec!
1.Nie sposób nie wspomnieć o zamieszaniu związanym z budową Camerimage Łódź Center. Radni nie za bardzo mogą lub nie za bardzo chcą zagwarantować środków na jego budowę, pojawiły się przypuszczenia że radni z PO i SLD nie chcą dopuścić do tego, żeby budowa ruszyła za kadencji Kropiwnickiego... We wszystko wmieszał się Marek Żydowicz i łódzcy studenci, stali bywalcy festiwalu Camerimage -notabene, moi znajomi z roku i z wydziału (socjologowie). Nawet mnie przez chwilę korciło, żeby wziąć choć przez moment udział w strajku zorganizowanym przez nich w budynku urzędu miasta, ale jednak nie dotarłem... O zamieszaniu mówiły w ubiegłym tygodniu chyba wszystkie media, zarówno telewizje informacyjne, jak i prasa lokalna i ogólnopolska. Łódź znowu na ustach wszystkich, ale tym razem w negatywnym kontekście, tego szkoda według mnie najbardziej... Zobaczymy, jak się dalej sprawa potoczy.

2.Kolejna sprawa z łódzkiego podwórka - w niedzielę referendum w sprawie odwołania Kropiwnickiego. Powiem tak: ja na głosowanie nie wybieram się. Długo się nad tym zastanawiałem i pomyślałem sobie, że nie będę im nabijał frekwencji. To będzie chyba najlepszy sposób, aby pokazać, że nie podoba mi się sama idea organizacji referendum. Nawet jeśli Kropiwnicki jest złym prezydentem, to i tak na jesieni kończy swoją kadencję, więc po co w środku zimy go odwoływać? Moim zdaniem to strata pieniędzy i przysłowiowe robienie ludziom wody z mózgu, a poza tym - mimo najszczerszych chęci, nie mogę nie napisać, że dla mnie ta cała heca z referendum to nic innego, jak początek kampanii wyborczej SLD przed wyborami samorządowymi... Niestety, wiele osób tego nie widzi albo nie rozumie!

3.Taize w Poznaniu... Lepszego początku nowego roku nie mogłem sobie wymarzyc:) Było pięknie, jak zawsze zresztą, Poznań bardzo dobrze się przygotował na to spotkanie, wszystko było dobrze zorganizowane. Parafia w której mieszkałem - bardzo przyzwoita. Wielką frajdą było spotkanie się z przyjaciółmi z Łodzi, ale też z innych miast (najbardziej zapamiętam te spotkania niezaplanowane, spontaniczne:)). Umocniłem się świadectwem wielu osób, np. Oli i Mariusza, gdzie byłem dwa razy, Błażeja i Justyny (jak dla mnie para roku, serio serio!:))), Lenki, Dominika, Łukasza i całej reszty... Spotkałem też znajomego Chorwata, z Zagrzebia, który prawie się na mnie obraził, że... jeszcze go nie odwiedziłem od 2007 r., kiedy Taize było właśnie w tym mieście:)! Może więc w tym roku trzeba będzie pojechać na południe? Byłoby cudownie! Zobaczymy, jak to wszystko wyjdzie!

21:49, kefas84
Link Komentarze (2) »
środa, 06 stycznia 2010

1.Święto Objawienia Pańskiego, zwane też Trzech Króli. Wiele wskazuje na to, że za rok będzie to w Polsce dzień wolny od pracy. Warto w tym miejscu przypomnieć, że do roku 1960 tak właśnie było i tylko towarzyszowi Gomułce zawdzięczamy, że dzisiaj trzeba na nowo ustanawiać ten dniem wolnym... Co ciekawe, jest jeszcze jedno takie święto, także kościelne, które zostało przywrócone po roku 1989, a mianowicie - Wniebowzięcie NMP. Jadąc dzisiaj wśród zadymki śnieżnej do pracy zastanawiałem się, dlaczego właściwie tak się stało? Czy miał tu znaczenia fakt pobożności maryjnej Polaków? Wydaje mi się, że w pewnej mierze tak jest! Podsumowując - oczywiście, że święto Trzech Króli powinno być wolne od pracy, przede wszystkim dlatego, że to ważny i piękny dzień, który można by spędzić z rodziną, a po drugie - to dziwne, że w tak tradycyjnym i katolickim kraju jak Polska w Trzech Króli jest normalny dzień pracy, a np. w Austrii, Chorwacji, Włoszech, Finlandii, Szwecji mają wolne!

2.Podobno jeszcze w tym roku po polskich torach mają jeździć pociągi Deutsche Bahn. Wiadomość na pewno pozytywna, PKP będzie musiało podnieść standard swoich usług, a to odbędzie się tylko i wyłącznie z korzyścią dla nas, pasażerów:) Myślę o tym szczególnie w kontekście np. mojej ostatniej podróży z Poznania do Łodzi, kiedy to ja co prawda siedziałem, ale nie wszyscy mieli to szczęście! Że nie wspomnę już o pociągach wiozących ludzi z Zakopanego! Podobno jak w Indiach, i ja temu wierzę!

14:47, kefas84
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 grudnia 2009

Święta za nami - wiele się wydarzyło, zarówno na świecie, jak i w Polsce! Na pewno zaskoczył mnie incydent podczas pasterki w Watykanie - pojawia się pytanie, czy Papież jest właściwie chroniony? Przecież ta kobieta mogła mieć ze sobą broń, a wtedy aż strach pomyśleć, co mogłoby się stać! Inny wątek to udaremniony atak terrorystyczny w samolocie lecącym do Stanów Zjednoczonych w Boże Narodzenie. Aż chciałoby się zapytać - gdzie jest ta wzmożona kontrola osób korzystających z samolotów? Czy 11 września niczego nas nie nauczył?
Moją uwagę zwrócił też ostry list biskupów na wczorajszą Niedzielę Świętej Rodziny. Dawno nie czytałem tak dobrego dokumentu wydanego przez nasz Episkopat. Dla hierarchów brawa za odwagę i bezkompromisowość.
(...) Jutro zaczyna się Taize, jak wszystko dobrze pójdzie, na spotkanie dotrę 30 grudnia wieczorem, bo jeszcze dziś, jutro i pojutrze muszę być w pracy, niestety:( Bardzo nad tym ubolewam, ale cóż zrobić, dorosłość skrzeczy i domaga się dojrzałej postawy;)

17:13, kefas84
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 grudnia 2009

Od jakiegoś czasu chodzi za mną pewna myśl. Czy w naszym kraju nie jest czasem tak, że ludzie pracujący w tzw. wolnych zawodach lub wykonujący pracę umysłową (intelektualną) są traktowani przez resztę społeczeństwa z jakąś taką... nieufnością czy podejrzliwością? Nie chodzi mi tu bynajmniej o prestiż, którym cieszą się takie zawody jak dziennikarz, artysta, pisarz, publicysta czy inne tego rodzaju. Z tym jest całkiem nieźle. Miałem na myśli raczej to, że Polacy generalnie nie ufają intelektualistom wszelkiej maści. Praca intelektualna - czytanie, analizowanie, studiowanie, komentowanie i pisanie - nie jest chyba do końca serio traktowane przez innych. Praca umysłowa, jak się wydaje, jest ciągle stawiana niżej niż ta fizyczna - wartość tej ostatniej jest podkreślana częściej i mocniej. To chyba nie jest do końca sprawiedliwe i uczciwe stawianie sprawy, bo przecież każdy, kto zadaje sobie trud pracy intelektualnej wie, że to wymaga poświęcenia, samozaparcia, wytrwałości i nierzadko także sił czysto fizycznych! Osobom czytającym i piszącym - i chcącym tym zarabiać na życie - często zarzuca się lenistwo i nieróbstwo. Szkoda, że tak jest. Z tego, co wiem, na Zachodzie intelekt ceniony jest o wiele bardziej, a etykietka humanisty nie jest obelgą czy znieważeniem.

11:56, kefas84
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 21 grudnia 2009

Wczoraj pisałem o dekretach Papieża dotyczących Jana Pawła II i ks. Jerzego Popiełuszki, ale nie wspomniałem, że to nie były oczywiście jedyne podpisane dokumenty:) W 2010 będziemy mieli w Polsce kanonizację bł. Stanisława Kazimierczyka, o którym, muszę się bez bicia przyznać, wiem bardzo mało - poza tym że pochodził z Krakowa i tam też leżą jego doczesne szczątki - na Kazimierzu, dokładniej mówiąc;)
We Francji i Niemczech słychać z kolei sceptyczne głosy wokół dekretu dotyczącego papieża Piusa XII, ale moim zdaniem są one niesłuszne. To oczywiście sprawa niesamowicie delikatna, bo dotyczy stosunku Kościoła katolickiego wobec zagłady Żydów w czasie II wojny światowej, dlatego też postuluję tu pewną ostrożność w formułowaniu jednoznacznych sądów czy opinii. Co jednak chciałbym powiedzieć to to, że mimo wszystko dobrze się dzieje, że proces beatyfikacyjny Piusa XII postępuje. Po pierwsze dlatego, że - z całym szacunkiem dla Żydów, naszych starszych braci w wierze - beatyfikacja jest wewnętrzną sprawą Kościoła, a po drugie - osoba Piusa XII jest już bardzo dobrze "zbadana" naukowo i wiele argumentów środowisk żydowskich po prostu da się z miejsca obalić. Są dowody, że włoski Papież zrobił wszystko, co mógł, aby ratować europejskich Żydów, i wciąż pojawiają się nowe. Według mnie "piłka" jest teraz po stronie środowisk żydoskich. Notabene - wydaje mi się, choć mogę się mylic, że nie jest ono jednomyślne w tych kwestiach, i niekoniecznie naczelni rabini Niemiec, Francji czy Izraela mają takie same zdanie w kwestii Piusa XII jak członkowie gmin judaistycznych na całym świecie.

12:30, kefas84
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 grudnia 2009
Benedykt XVI podpisał wczoraj w Watykanie dwa ważne dokumenty - jeden dotyczący Jana Pawła II, a drugi ks. Jerzego Popiełuszki. Efekt tej decyzji ma niemałe znaczenie dla ukończenia obu procesów i oznacza ni mniej, ni więcej niż to, że już w przyszłym roku Kościół powszechny i polski będzie przeżywać dwie uroczystości beatyfikacyjne (tzn. będzie przeżywał ich pewnie więcej, ale właśnie te dwie mają doniosłe znaczenie dla polskich katolików). Wiadomość o decyzji Papieża została od razu "newsem" dnia, powtarzanym przez wszystkie przypadki i trafiła do wszelkich programów informacyjnych. Myślę, że dzień wczorajszy można uznać za jeden z bardziej znaczących w najnowszej historii naszego Kościoła. Cieszy już teraz świadomość, że rok 2010, jak już wspomniałem, przyniesie zapewne dwie wielkie uroczystości, o niezwykle ważnym znaczeniu dla wszystkich wierzących. Pewnie najpierw odbędzie się beatyfikacja sługi Bożego ks. Popiełuszki (czerwiec? - tak chciał abp. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, aby aktu dokonac jeszcze w trakcie roku kapłańskiego), a potem, zapewne w październiku, beatyfikacja Jana Pawła II (słyszałem, że ma miec miejsce na Tor Vergata w Rzymie). To wszystko cieszy! Cieszy i daje prawo do tego, by stwierdzic, że przyszły rok kalendarzowy będzie bardzo ważny dla polskiego Kościoła. Będzie także dla niego szansą. Na co? Uważam, że nasze społeczeństwo pilnie potrzebuje refleksji nad nauczaniem papieskim i świadectwem życia ks. Jerzego! Oby rok 2010 przyniósł nam pozytywną odpowiedź na pytanie o to, co w nas zostało ze słów obu naszych wspaniałych rodaków! Przed nami dużo pracy. Bardzo dużo! Dobrze by było, żebyśmy już dzisiaj myśleli nad tym, co będzie potem - po beatyfikacjach. Czy staniemy jako Polacy na wysokości zadania? Oby! W przeciwnym razie zostaną tam tylko kremówki, a to zły kierunek i zła opcja. Tak przynajmniej uważam.
17:49, kefas84
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 31