czwartek, 04 lutego 2010
Przed paroma dniami Watykan potwierdził, że papież Benedykt XVI we wrześniu br. odwiedzi Wielką Brytanię. W europejskiej prasie nie brak dziś komentarzy dotyczących poniedziałkowego przemówienia papieża do biskupów Anglii i Walii. W poniższej notce skupię się na notce z dzisiejszej "Rzeczpospolitej" i z niemieckiego "Die Welt" (wydanie intenetowe). I tak, "Rz" pisze o wściekłości Brytyjczyków, spowodowanej wypowiedzią Benedykta XVI. Chodzi o apel do środowisk katolickich na Wyspach, by te aktywnie włączyły się w debatę na temat ustawy o równości. Papież użył słów "misyjny zapał", na określenie metody prowadzenia publicznego dyskursu. Według relacji w "Rz", oburzone są media i środowiska lewicowe, które już zapowiedziały protesty przeciwko Watykanowi. Kością niezgody jest coraz bardziej liberalne prawo, które zakazywałoby dyskryminacji kandydatów do pracy (także w instytucjach parafialnych czy kościelnych) m.in. ze względu na orientację seksualną. Słowem, katolicy nie mieliby prawa odrzucać osób o skłonnościach seksualnych, gdyby te starały się o jakąkolwiek pracę, nawet w katolickiej instytucji. Ustawa antydyskryminacyjna dałaby takim osobom szeroki wachlarz możliwości i stanowiłaby solidną ochronę. W "Die Welt" Thomas Kielinger opisuje ten problem z jeszcze innej strony. Podkreśla, że wrześniowa pielgrzymka będzie pierwszą od 28 lat wizytą głowy Kościoła katolickiego na Wyspach (poprzednia miała miejsce w 1982 r.). Przez ten czas zaszły spore zmiany w mentalności Brytyjczyków; dzisiaj określa się ją mianem mentalnosci "Anything goes". Jej cechą charakterystyczną jest przekonanie, że należy bez wyjątku akceptować wszelkie sposoby myślenia, działania czy odczuwania świata. Nad tym wszystkim górują idee świeckości i libertynizmu, które zasadzają się na równości i tolerancji. Co więcej, sondaże opinii publicznej w Anglii wskazują, że Brytyjczycy nie tylko wykazują głęboko posuniętą tolerancję (i jej wzrost) wobec osób o orientacji homoseksualnej, ale że stała się ona istotnym składnikiem ich nowoczesnej, brytyjskiej mentalności. Mieszkańcy Wysp traktują obecność osób o skłonnościach homoseksualnych w społeczeństwie, ich potrzeby i dążenia jako coś normalnego, co nie powinno być dyskutowane. Taki jest już po prostu ten świat, w którym żyją.
wtorek, 02 lutego 2010
Przeczytałem dzisiaj w prasie dwie informacje, które setnie mnie rozbawiły. Drugi przypadek dotyczy odkrycia nowych dokumentów dotyczących postawy Piusa XII wobec Żydów w czasie II wojny światowej. Uśmiałem się, gdy przeczytałem nagłówki z dwóch dzisiejszych tytułów. W "Gazecie Wyborczej" mamy taki tekst: "Nowe relacje przeciw Piusowi XII", z kolei w "Dzienniku Polskim" widnieje następujący: "Dokumenty świadczą na korzyść Piusa XII". Cóż...:) I bądź tu Polaku mądry i pisz wiersze:) Powiem tak - staram się mieć wyważony stosunek w tym całym dyskursie na temat Papieża czasów wojny, ale czasami - być może niesłusznie - ciśnie się na usta pytanie. A nawet niejedno... Komu zależy na podgrzewaniu atmosfery wobec przyszłego kandydata na ołtarze? Dlaczego ta postać budzi takie kontrowersje? Skąd bierze się wśród naszych braci Żydów jakaś taka niechęć do katolickiego hierarchy? Czy teraz każdy pojawiający się dokument będzie medialną sensacją, ogłaszaną w świetle kamer? O co w tym wszystkim chodzi?
niedziela, 17 stycznia 2010
Dziś w Kościele katolickim obchodzony jest Dzień Judaizmu. Ta okoliczność skłoniła mnie do napisania paru zdań osobistej refleksji. Reasumując - chyba każdy odczuwa pewien trend, istniejący od jakiś 5-6 lat w Polsce, który według mnie jest bardzo pozytywny i wart kontynuacji. Do ideału oczywiście nam daleko, ale cieszmy się tym, że mamy dziś do czynienia w Polsce z pozytywnym myśleniem o Żydach, może nawet o pewnej modzie na judaizm, zwłaszcza wśród młodych ludzi z większych miast. OK - nie jest to może zjawisko masowe, ktoś mógłby powiedzieć - przecież młodzi lewicowcy czy też socjaliści do judaizmu mają stosunek w najlepszym wypadku ambiwalentny; ale wydaje mi się (choć mogę się mylić), że akurat w ich przypadku chodzi o niechęć do państwa Izrael i jego polityków (vide konflikt izraelsko-palestyński), a pośrednio i do USA, ale nie o niechęć wobec wyznawców judaizmu.
czwartek, 14 stycznia 2010
Czuję jakąś niepohamowaną chęć działania w dobrej sprawie. Ostatnie dni, spędzone w domu z powodu choroby, spędzam głównie na przeglądaniu świeżej prasy i śledzeniu programów informacyjnych w telewizji. I tak sobie pomyślałem, że... podziwiam środowisko "Krytyki Politycznej". Oczywiście, nie podziwiam go za poglądy, bo mam je zupełnie inne, ale imponuje mi ich zorganizowanie i profesjonalizm działania. Mają środki finansowe (bo potrafią je zdobyć, różnymi drogami i sposobami), ale też mają to coś, co nazywa się w języku biznesowym "know-how", czyli po prostu wiedzą, jak się robi opiniotwórcze środowisko intelektualne na miarę XXI wieku. Chyba już na każdym większym polskim uniwersytecie znajdują się zwolennicy "KP", wpatrzeni w Sławomira Sierakowskiego jak w guru, mniej lub bardziej zaangażowani w tworzenie lokalnych struktur "KP" (w Łodzi jest to Centrum Społeczne) i propagowanie idei typowych dla tego środowiska. Gdzieś tam wokół "krytyków" znajdziemy też ludzi powiązanych z ruchami feministycznymi, ekologicznymi czy homoseksualnymi. Nie brakuje ludzi z tzw. NGO-sów, czyli organizacji pozarządowych wszelkiej maści. To tzw. "nowa lewica" w pełnej krasie. Te parę słów o środowisku nowej lewicy wrzuciłem na swojego bloga po to, żeby zadać sobie parę pytań o to, czy np. ludzie o skrajnie innym światopoglądzie mogliby mieć (nie wiem, może mają?) wpływ na polskie życie publiczne? Chodzi mi tu o całą rzeszę ludzi, organizacji, stowarzyszeń, wspólnot, instytutów, fundacji powiązanych mocniej albo słabiej z Kościołem katolickim (i szerzej - chrześcijaństwem). Nie, nie mam tu na myśli partii politycznych... Wracając do myśli przewodniej - to nie jest tak, że nas, konserwatystów różnych odcieni i opcji, nie ma w dyskursie publicznym. Są: Instytut Tertio Millenio, Centrum Myśli Jana Pawła II, Muzem Powstania Warszawskiego, Europejskie Centrum Solidarności, Teologia Polityczna, Fundacja św. Mikołaja, Klub Jagielloński, Ośrodek Myśli Politycznej, Narodowe Centum Kultury, Ruch Światło-Życie, Neokatechumenat, Odnowa w Duchu Świętym, SKMA, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Opus Dei i wiele, wiele innych środowisk. Medialnie także nie jest źle: coraz więcej fanów ma "Gość Niedzielny", "Fronda", religia.tv... Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że jednak przegrywamy! Czego nam brakuje? Funduszy? Dobrej organizacji? Ludzi? Mediów? Jeśli chodzi o ofertę programową, to moim zdaniem bijemy "nową lewicę" na głowę, o czym już niejednokrotnie zdążyliśmy się przekonać. W czym więc tkwi problem? Dlaczego nikt nas jeszcze nie nazwał "nową prawicą"? A może to określenie jest niewłaściwe?
środa, 13 stycznia 2010
Nowy Rok zaczął się zaledwie 13 dni temu, a tu już tyle się zdążyło wydarzyć na świecie, w Polsce, w Łodzi! A wiele wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec! 2.Kolejna sprawa z łódzkiego podwórka - w niedzielę referendum w sprawie odwołania Kropiwnickiego. Powiem tak: ja na głosowanie nie wybieram się. Długo się nad tym zastanawiałem i pomyślałem sobie, że nie będę im nabijał frekwencji. To będzie chyba najlepszy sposób, aby pokazać, że nie podoba mi się sama idea organizacji referendum. Nawet jeśli Kropiwnicki jest złym prezydentem, to i tak na jesieni kończy swoją kadencję, więc po co w środku zimy go odwoływać? Moim zdaniem to strata pieniędzy i przysłowiowe robienie ludziom wody z mózgu, a poza tym - mimo najszczerszych chęci, nie mogę nie napisać, że dla mnie ta cała heca z referendum to nic innego, jak początek kampanii wyborczej SLD przed wyborami samorządowymi... Niestety, wiele osób tego nie widzi albo nie rozumie!
środa, 06 stycznia 2010
1.Święto Objawienia Pańskiego, zwane też Trzech Króli. Wiele wskazuje na to, że za rok będzie to w Polsce dzień wolny od pracy. Warto w tym miejscu przypomnieć, że do roku 1960 tak właśnie było i tylko towarzyszowi Gomułce zawdzięczamy, że dzisiaj trzeba na nowo ustanawiać ten dniem wolnym... Co ciekawe, jest jeszcze jedno takie święto, także kościelne, które zostało przywrócone po roku 1989, a mianowicie - Wniebowzięcie NMP. Jadąc dzisiaj wśród zadymki śnieżnej do pracy zastanawiałem się, dlaczego właściwie tak się stało? Czy miał tu znaczenia fakt pobożności maryjnej Polaków? Wydaje mi się, że w pewnej mierze tak jest! Podsumowując - oczywiście, że święto Trzech Króli powinno być wolne od pracy, przede wszystkim dlatego, że to ważny i piękny dzień, który można by spędzić z rodziną, a po drugie - to dziwne, że w tak tradycyjnym i katolickim kraju jak Polska w Trzech Króli jest normalny dzień pracy, a np. w Austrii, Chorwacji, Włoszech, Finlandii, Szwecji mają wolne! 2.Podobno jeszcze w tym roku po polskich torach mają jeździć pociągi Deutsche Bahn. Wiadomość na pewno pozytywna, PKP będzie musiało podnieść standard swoich usług, a to odbędzie się tylko i wyłącznie z korzyścią dla nas, pasażerów:) Myślę o tym szczególnie w kontekście np. mojej ostatniej podróży z Poznania do Łodzi, kiedy to ja co prawda siedziałem, ale nie wszyscy mieli to szczęście! Że nie wspomnę już o pociągach wiozących ludzi z Zakopanego! Podobno jak w Indiach, i ja temu wierzę!
poniedziałek, 28 grudnia 2009
Święta za nami - wiele się wydarzyło, zarówno na świecie, jak i w Polsce! Na pewno zaskoczył mnie incydent podczas pasterki w Watykanie - pojawia się pytanie, czy Papież jest właściwie chroniony? Przecież ta kobieta mogła mieć ze sobą broń, a wtedy aż strach pomyśleć, co mogłoby się stać! Inny wątek to udaremniony atak terrorystyczny w samolocie lecącym do Stanów Zjednoczonych w Boże Narodzenie. Aż chciałoby się zapytać - gdzie jest ta wzmożona kontrola osób korzystających z samolotów? Czy 11 września niczego nas nie nauczył?
wtorek, 22 grudnia 2009
Od jakiegoś czasu chodzi za mną pewna myśl. Czy w naszym kraju nie jest czasem tak, że ludzie pracujący w tzw. wolnych zawodach lub wykonujący pracę umysłową (intelektualną) są traktowani przez resztę społeczeństwa z jakąś taką... nieufnością czy podejrzliwością? Nie chodzi mi tu bynajmniej o prestiż, którym cieszą się takie zawody jak dziennikarz, artysta, pisarz, publicysta czy inne tego rodzaju. Z tym jest całkiem nieźle. Miałem na myśli raczej to, że Polacy generalnie nie ufają intelektualistom wszelkiej maści. Praca intelektualna - czytanie, analizowanie, studiowanie, komentowanie i pisanie - nie jest chyba do końca serio traktowane przez innych. Praca umysłowa, jak się wydaje, jest ciągle stawiana niżej niż ta fizyczna - wartość tej ostatniej jest podkreślana częściej i mocniej. To chyba nie jest do końca sprawiedliwe i uczciwe stawianie sprawy, bo przecież każdy, kto zadaje sobie trud pracy intelektualnej wie, że to wymaga poświęcenia, samozaparcia, wytrwałości i nierzadko także sił czysto fizycznych! Osobom czytającym i piszącym - i chcącym tym zarabiać na życie - często zarzuca się lenistwo i nieróbstwo. Szkoda, że tak jest. Z tego, co wiem, na Zachodzie intelekt ceniony jest o wiele bardziej, a etykietka humanisty nie jest obelgą czy znieważeniem.
poniedziałek, 21 grudnia 2009
Wczoraj pisałem o dekretach Papieża dotyczących Jana Pawła II i ks. Jerzego Popiełuszki, ale nie wspomniałem, że to nie były oczywiście jedyne podpisane dokumenty:) W 2010 będziemy mieli w Polsce kanonizację bł. Stanisława Kazimierczyka, o którym, muszę się bez bicia przyznać, wiem bardzo mało - poza tym że pochodził z Krakowa i tam też leżą jego doczesne szczątki - na Kazimierzu, dokładniej mówiąc;)
niedziela, 20 grudnia 2009
Benedykt XVI podpisał wczoraj w Watykanie dwa ważne dokumenty - jeden dotyczący Jana Pawła II, a drugi ks. Jerzego Popiełuszki. Efekt tej decyzji ma niemałe znaczenie dla ukończenia obu procesów i oznacza ni mniej, ni więcej niż to, że już w przyszłym roku Kościół powszechny i polski będzie przeżywać dwie uroczystości beatyfikacyjne (tzn. będzie przeżywał ich pewnie więcej, ale właśnie te dwie mają doniosłe znaczenie dla polskich katolików). Wiadomość o decyzji Papieża została od razu "newsem" dnia, powtarzanym przez wszystkie przypadki i trafiła do wszelkich programów informacyjnych. Myślę, że dzień wczorajszy można uznać za jeden z bardziej znaczących w najnowszej historii naszego Kościoła. Cieszy już teraz świadomość, że rok 2010, jak już wspomniałem, przyniesie zapewne dwie wielkie uroczystości, o niezwykle ważnym znaczeniu dla wszystkich wierzących. Pewnie najpierw odbędzie się beatyfikacja sługi Bożego ks. Popiełuszki (czerwiec? - tak chciał abp. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, aby aktu dokonac jeszcze w trakcie roku kapłańskiego), a potem, zapewne w październiku, beatyfikacja Jana Pawła II (słyszałem, że ma miec miejsce na Tor Vergata w Rzymie). To wszystko cieszy! Cieszy i daje prawo do tego, by stwierdzic, że przyszły rok kalendarzowy będzie bardzo ważny dla polskiego Kościoła. Będzie także dla niego szansą. Na co? Uważam, że nasze społeczeństwo pilnie potrzebuje refleksji nad nauczaniem papieskim i świadectwem życia ks. Jerzego! Oby rok 2010 przyniósł nam pozytywną odpowiedź na pytanie o to, co w nas zostało ze słów obu naszych wspaniałych rodaków! Przed nami dużo pracy. Bardzo dużo! Dobrze by było, żebyśmy już dzisiaj myśleli nad tym, co będzie potem - po beatyfikacjach. Czy staniemy jako Polacy na wysokości zadania? Oby! W przeciwnym razie zostaną tam tylko kremówki, a to zły kierunek i zła opcja. Tak przynajmniej uważam.
|